Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. ×

PIŁKA Z PODPISAMI PIŁKARZY WISŁY KRAKÓW

Jak kupować?

Aktualna cena

366,00

Licytacja zakończona

Koszty dostawy
Przesyłka kurierska 15,00 zł

Wszystkie opcje

Sprzedający (0)

0,0 % pozytywnych komentarzy

Zobacz wszystkie komentarze

Wszystkie przedmioty sprzedającego
Pytanie do sprzedającego
  • Opis
  • Dostawa i płatność

 

PRZEDMIOTEM AUKCJI JEST PIŁKA Z AUTOGRAFAMI CAŁEJ DRUŻYNY ORAZ SZTABU SZKOLENIOWEGO KRAKOWSKIEJ WISŁY

PODPISANA NA POCZĄTKU TEGO SEZONU.

PIŁKA ZOSTAŁA SPECJALNIE NA TEN CEL PRZEKAZANA PRZEZ DZIAŁ MARKETINGU KLUBU, ZA CO JESTEŚMY BARDZO WDZIĘCZNI.

 

Szpitalny oddział ratunkowy. Tu każdego dnia pomagałam ludziom, niejednokrotnie ratowałam życie. Mam piękną, choć trudną pracę. Miałam… Na początku lipca okazało się, że w mojej głowie jest śmiertelny wróg — glejak wielopostaciowy w IV stopniu złośliwości. Jestem lekarzem, wiem, w jak strasznej sytuacji się znalazłam. Nie mogę się jednak poddać. Wierzę, że zatrzymam tego potwora, że jeszcze wrócę do pracy… Dziś proszę o pomoc, o szansę na życie.



Szpitalny oddział ratunkowy. Tu każdego dnia pomagałam ludziom, niejednokrotnie ratowałam życie. Mam piękną, choć trudną pracę. Miałam… Na początku lipca okazało się, że w mojej głowie jest śmiertelny wróg — glejak wielopostaciowy w IV stopniu złośliwości. Jestem lekarzem, wiem, w jak strasznej sytuacji się znalazłam. Nie mogę się jednak poddać. Wierzę, że zatrzymam tego potwora, że jeszcze wrócę do pracy… Dziś proszę o pomoc, o szansę na życie.

Szpitalny oddział ratunkowy. Tu każdego dnia pomagałam ludziom, niejednokrotnie ratowałam życie. Mam piękną, choć trudną pracę. Miałam… Na początku lipca okazało się, że w mojej głowie jest śmiertelny wróg — glejak wielopostaciowy w IV stopniu złośliwości. Jestem lekarzem, wiem, w jak strasznej sytuacji się znalazłam. Nie mogę się jednak poddać. Wierzę, że zatrzymam tego potwora, że jeszcze wrócę do pracy… Dziś proszę o pomoc, o szansę na życie.


Mam 55 lat, dopiero 55 lat… Mam też dwie wspaniałe córki, pracę, w której jestem potrzebna, pasje i plany na przyszłość. Kocham podróże, nasze Bieszczady, zwierzęta, jestem ogromną fanką zespołu Kult, jeżdżę na większość koncertów! Cały czas w biegu, w ruchu, zawsze niezależna, nie wiem, co to nuda. Ostatnie lata spędziłam pracując w szpitalu św. Łukasza w Tarnowie na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym, wcześniej przez ponad 25 lat leczyłam pacjentów szpitala w Tuchowie. W tym roku miałam obchodzić okrągłą, 30 rocznicę pracy w zawodzie lekarskim. Niestety, życie postanowiło napisać mi inny scenariusz...

Zamiast świętować, jestem zmuszona walczyć o własne życie... 1 lipca tego roku koleżanka z pracy zauważyła u mnie opadający kącik ust. Wcześniej często bolała mnie głowa, o czym też jej mówiłam. To dało do myślenia, wysłała mnie pilnie na tomograf. Już po tym badaniu wiadomo było, że nie jest dobrze… Okazało się, że w mojej głowie jest guz. Jaki? Tego jeszcze nie wiedzieliśmy, ale trzeba było działać szybko...

Operacja usunięcia guza, którą wykonano w Tarnowie już kilka dni póżniej, dokładnie 5 lipca, potwierdziła najczarniejszy scenariusz. Guz, którego u mnie zdiagnozowano, to glejak wielopostaciowy IV stopnia (GBM IV). Najgorszy z możliwych, niezwykle niebezpieczny… Podczas operacji usunięto ok. 98% guza, reszty nie udało się bezpiecznie wyciąć. Niestety, taki glejak zawsze odrasta, nawet usunięty w całości. Za każdym razem coraz bardziej agresywny, to śmiertelne zagrożenie, życie na tykającej bombie. Jest jednak nadzieja!

Cała rodzina, znajomi i przyjaciele szukają dla mnie ratunku. Dzisiaj ogromną szansą na przeżycie jest terapia OPTUNE. To specjalne urządzenie, które trzeba nieustannie mieć przy sobie. Specjalne diody umieszczone na głowie wytwarzają pole, które sprawia, że komórki rakowe się nie dzielą, rak się nie rozrasta. W przypadku złośliwego glejaka to dla osób chorych największa nadzieja na przeżycie. Niestety, jest też horrendalnie droga...

Jak zapewne dla większości ludzi, również i dla mnie i moich bliskich kwota rzędu ponad pół miliona złotych jest nieosiągalna… Nie mamy takich oszczędności, nie jesteśmy w stanie zdobyć tak wielkich pieniędzy. Dlatego bardzo proszę o pomoc. Proszę o szansę, bym zdążyła zebrać środki na ratowanie swojego życia… Bym mogła jeszcze kiedyś ratować innych.

Dorota — wspaniała mama, siostra, ciocia, przyjaciółka, lekarz z powołania, niezwykle aktywna kobieta. To strasznie niesprawiedliwe, że nowotwór zaatakował właśnie ją, właśnie teraz… 5 lipca była operacja, po której jak najszybciej powinno rozpocząć się leczenie OPTUNE, by zatrzymać rozwój raka. Każdy dzień ma znaczenie, każda godzina jest na wagę życia, każda, najmniejsza nawet kwota, daje nam szansę na uratowanie Doroty!

Tak wiele razy pomagała innym… Wierzymy, że dobro wraca i wróci właśnie teraz, gdy jest najbardziej potrzebne. Dorota tak bardzo chce wyzdrowieć, cieszyć się życiem, spędzać czas z córkami i przyjaciółmi i dalej leczyć. Chce po prostu żyć...

Pomagając Dorocie, pomożesz też innym — jej pacjentom z SOR, którym oddaje całą swoją wiedzę, doświadczenie i serce. Dzisiaj trwa rehabilitacja, by Dorota odzyskała władzę nad ciałem. Jak dziecko uczy się wszystkiego od nowa. Operacja mózgu to niezwykle poważna ingerencja, jednak nie poddajemy się. Robimy wszystko, by Dorota miała szansę na życie, jednak wiemy, że sami nie damy rady. Bardzo prosimy o pomoc...

Jednocześnie bardzo dziękujemy za wszelką pomoc, zarówno za wpłaty, jak i za przekazywanie tej prośby dalej.

Rodzina i przyjaciele Doroty.